
Trekking w Alpach Wschodnich i wejście na Grossglockner to fantastyczna wycieczka w Alpy. Grossglockner (3798 m n.p.m.) jest wybitnym szczytem w Centralnych Alpach Wschodnich, położonym w grupie górskiej Wysokie Taury, na terenie parku narodowego Nationalpark Hohe Tauren. Grossglockner ma znaczną wybitność: (2423 m), co plasuje go na drugim miejscu w całych Alpach. Zaliczany jest do Korony Europy i Korony Ziemi – to najwyższy szczyt Austrii. Wejście na Wielki Dzwonnik – bo tak tłumaczy się nazwę, jest sporym wyzwaniem. Góra nie powinna być pierwszym, wysokogórskim wejściem dla turysty, który nie ma doświadczenia.

Wyprawa na Grossglockner wymaga obycia ze skałą, odporności na ekspozycje, umiejętności poruszania się w rakach oraz zdolności organizmu do przebywania na wysokości prawie 4000 metrów nad poziomem morza. Zdobywanie Grossglocknera zaczynamy zatem od rozruchu, aklimatyzacji i dokładnego przyjrzenia się szczytowi i samemu sobie. Kluczem do sukcesu jest dobrze zaplanowany trekking, trening kondycyjny, aklimatyzacja, właściwe odżywianie się i dobry odpoczynek pomiędzy poszczególnymi dniami wyprawy.
Górskie przejście kondycyjne i aklimatyzacja
Naszą turę wysokogórską rozpoczynamy trzydniowym rozruchem w Alpach Julijskich. W ramach aklimatyzacji i obycia z ekspozycją, wchodzimy na Triglav (2864 m n.p.m.).
Hochalpenstrasse i Lodowiec Pasterze
Kolejny dzień to już wycieczka w Austrii, w rejon lodowca Pasterze. Znaną z niesamowitych panoram Grossglockner Hochalpenstrasse dojeżdżamy na parking w pobliżu Kaiser-Franz-Josefs-Höhe na wysokość ok. 2369 m n.p.m. Stąd zaczynamy łatwy spacer na taras widokowy, tuż ponad lodowcem Pasterze.

Lodowiec Pasterze to najdłuższy lodowiec Alp Wschodnich i jednocześnie największy lodowiec Austrii. Pasterze jest w fazie regresji, znika z sezonu na sezon. Trudno sobie wyobrazić, że w czasach Sisi i Franciszka Józefa bark lodowca sięgał dzisiejszego tarasu widokowego. Cesarska para odwiedziła to miejsce w 1856 roku. To dla nich właśnie poprowadzono tutaj drogę i wybudowano pierwszy schron. W 25 rocznicę ślubu Franciszka Józefa i Elżbiety Bawarskiej (Sisi) na szczycie Grossglockner postawiono ogromny, ważący 350 kg, krzyż.

Tuż ponad lodowcem wznosi się majestatyczny Grossglockner (3798 m n.p.m.). Stąd możemy obserwować strome żleby oraz schronisko Erzherzog-Johann-Huette na wysokości 3454 m n.p.m., na tzw. Adlersruhe. Widać drogę pierwszych zdobywców…
Pierwsze wejście na Grossglockner
Pierwsza wyprawa na Grossglockner została zorganizowana w 1799 roku. Inicjatorem i sponsorem wyprawy był arcybiskup Franz Xaver von Salm – Reifferscheid. Kilkudziesięciu uczestników dotarło tylko do Adlersruhe i, z powodu złych warunków atmosferycznych, nie wspinano się wyżej. Jedynie trzy osoby dotarły do Kleinglockner i wycofano się. Kolejna wyprawa, sfinansowana również przez arcybiskupa, odbyła się rok później. Wyprawa liczyła ok. 62 osób. Byli to ówcześni alpiniści, naukowcy, duchowni, tragarze, przewodnicy, kucharz. Na szczycie stanął, jako pierwszy zdobywca, ksiądz Horasch z Döllach oraz bracia Martin Klotz i Sepp Klotz – cieśle z Heiligenblut. Grossglockner został zdobyty 28 lipca 1800 roku. Prawie ćwierć wieku później, pierwszym Polakiem na szczycie był Ludwik Chałubiński z przewodnikami. Było to prawdopodobnie w 1824 roku.

Rynna Pallaviciniego
Wspominając pierwszych zdobywców warto wspomnieć austriackiego alpinistę Alfreda Pallaviciniego. W 1876 roku Alfred Pallavicini pokonał bardzo stromy, zalodzony żleb, opadający z przełączki Obere Glocknerscharte, pomiędzy Kleinglockner a Grossglockner. Towarzyszyli mu przewodnicy Georg Bäuerle, Johann Kramser, Josef Tribusser. Przewodnicy, wspinając się w lodowym żlebie „wyciosali” w lodzie ok. 2500 stopni. Ciosanie stopni było konieczne, gdyż w tamtych czasach technika wspinaczki z czekanem nie była znana. Żleb, od nazwiska zdobywcy, został nazwany jego imieniem – Żleb Pallaviciniego. Oglądamy go podczas wycieczki na Pasterze, z okolic Kaiser-Franz-Josefs-Höhe.
Wycieczka Grossglockner Hochalpenstrasse
Korzystając z przejazdu Grossglockner Hochalpenstrasse wznosimy się jeszcze kilka kilometrów na najwyższy punkt drogi – Hochtor (2504 m n.p.m.). Trasa prowadzi częściowo dawnym, transalpejskim szlakiem, znanym już w czasach rzymskich i jeszcze wcześniej. Panorama stąd nie jest już tak obłędna, jak przy lodowcu Pasterze , ale warto tu wjechać, aby obejrzeć artefakty, zgromadzone w mini muzeum tuż przy tunelu. To zabytki z czasów celtyckich, rzymskich i ze średniowiecza. Grossglockner Hochalpenstrasse odwiedzamy podczas łatwej wycieczki Spacerem przez Alpy Wschodnie , ale wysokogórska tura alpejska, to zupełnie inna kategoria.

Heiligenblut i żelazna księga
Z Hochtor kierujemy się już w drogę powrotną, do doliny rzeki Drawy. Przemieszczamy się z Karyntii do Tyrolu. Masyw Grossglocknera położony jest na pograniczu Karyntii i Tyrolu. Zmierzamy w kierunku Kals am Grossglockner – najważniejszej miejscowości, z której wyruszają alpiniści, aby wejść na Grossglockner najłatwiejszą drogą. Podczas wycieczki w Wysokie Taury musimy koniecznie zatrzymać się w Heiligenblut. Miasteczko leży na pradawnym szlaku z Karyntii i Tyrolu w rejon Salzburga. Już w III tysiącleciu p.n.e. teren ten był zamieszkiwany przez człowieka, a droga przez Alpy pokonywana przez wędrowców. W rejonie Hochtor, podczas budowy drogi, odnaleziono nóż z epoki brązu i inne artefakty, świadczące o ożywionym ruchu na tej trasie. Z południa przewożono wino i przyprawy, ze strony północnej transportowano bezcenną sól.

W V w.p.n.e okolicę zamieszkiwali Celtowie (Tauryskowie – od nich pochodzi nazwa gór). W I w. p.n.e zostali wyparci przez Rzymian. W VI wieku n.e. osiedlili się tu Słowianie. Zawsze najważniejszym punktem odniesienia była transalpejska droga. W okolicy zajmowano się pasterstwem, hodowlą bydła, rolnictwem. Poszukiwano także i wydobywano złoto, jednak kopalnie zamknięto w XIX stuleciu. Był to jednak czas, gdy na gospodarczą arenę regionu zaczęła wchodzić turystyka. Zdobycie szczytu Grossglockner przyczyniło się do jej rozwoju. Innym aspektem Heiligenblut są pielgrzymki. Heiligenblut – „Święta Krew” – nazwa miejscowości wiąże się z tajemniczą relikwią, którą posiada tutejszy kościół. Z ciekawostek o Heiligenblut warto wymienić Festiwal Kolęd – wydarzenie jest wpisane na Listę UNESCO. Warto odwiedzić także tutejszy cmentarz z żelazną księgą ofiar najwyższego szczytu Austrii. W księdze wpisani są również polscy alpiniści.

Grossglockner – pierwszy dzień wyprawy na szczyt
Z Kals am Grossglockner dojeżdżamy do parkingu przy Lucknerhaus (1920 m n.p.m.). To miejsce, z którego startują w góry zarówno niedzielni turyści jak i wspinacze, których zamiarem jest wejście na najwyższy szczyt Austrii. Jakikolwiek jest cel naszej wędrówki, warto przez darmową lunetę popatrzyć na grań Grossglocknera i na gromadkę ludzi kłębiących się w okolicy szczytu.

Wygodną droga dojazdową do schroniska Lucknerhuette rozpoczynamy trekking na Grossglockner – pierwszy etap podejścia. Zwykle jesteśmy umówieni z przewodnikami IVBV w Stüdlhütte ok. godz. 13.00, więc mamy czas. Nie jest też nam zbyt ciężko: w Stüdlhütte przewodnicy austriaccy przygotowują dla nas niezbędny sprzęt: raki, czekany, kaski, uprzęże…Wszystko, czego potrzebujemy.

Po ok 1 godz. trekkingu dochodzimy do pierwszego schroniska Lucknerhuette, położonego na wysokości 2241 m n.p.m. Tutaj obowiązkowa przerwa. Szarlotki, strudle, serniki i cappuccino, dla niektórych espresso lub inne napitki. Po 30 min leniuchowania rozpoczynamy trekking na Stüdlhütte. Mamy do pokonania ok. 560 m stromego podejścia. Zajmie nam to pewnie ok. 2 godzin, z odpoczynkiem po drodze.

Zbocze jest początkowo trawiaste. W czerwcu kwitną jeszcze wiosenne kwiaty – goryczki, zawilec i jaskier, pełnik alpejski. Tuż pod przełęczą trzeba pokonać duże płaty zmrożonego śniegu. Ścieżka jest przedeptana, więc nie ma z tym problemu. To łatwy szlak alpejski. Wreszcie, niemal w ostatniej chwili ukazuje się futurystyczny budynek Stüdlhütte

Wysokie Taury, Stüdlhütte (2802 m n.p.m)
W Stüdlhütte panuje zawsze atmosfera pełna górskiego podniecenia. Ci, którzy właśnie zeszli ze szczytu Grossglockner mieszają się z tymi, przed którymi czeka to wyzwanie. Pośród pytań o trudności, rodzaj śniegu, sytuację na lodowcu pojawiają się wątpliwości, czy damy radę. Tutaj odbywa się mierzenie raków i dopasowywanie sprzętu. Wszyscy nerwowo obserwują niebo – jak to często bywa w wysokich górach, po południu w rejonie wierzchołka zaczynają gromadzić się chmury.

Przewodnicy dokładnie sprawdzają prognozę pogody. Jeżeli będą sprzyjające warunki, rozpoczniemy trekking do Erzherzog-Johann-Huette, schroniska położonego na wysokości 3454 m n.p.m. W przypadku burzy pozostaniemy dłużej w Stüdlhütte. W skrajnych przypadkach możemy tu nocować i na szczyt wyruszyć dopiero następnego dnia – to takie nasze wyjście awaryjne.


Trekking ze Stüdlhütte do Erzherzog-Johann-Huette
Już przed schroniskiem Stüdlhütte grupa zakłada uprzęże i kaski. Raki i czekany, póki co, pakujemy do plecaków. Na szlaku do lodowca Ködnitzkees nie będą nam potrzebne.



Ze Stüdlhütte trawersem, łagodnie pod górę, idziemy w kierunku lodowca Ködnitzkees. Tutaj zakładamy raki. Niezbyt stromo podchodzimy do krawędzi lodowca, tzw szczeliny brzeżnej. Po pokonaniu szczeliny rozpoczyna się wspinaczka.

Stromą ferratą wchodzimy na boczną grań, odchodzącą z Grossglocknera, tzw. Adlersruhe. Do schroniska Erzherzog-Johann-Huette (3454 m n.p.m.) docieramy po ok 2 godzinach marszu. Tutaj czeka nas krótka, fantastyczna noc, z widokiem na Wysokie Taury, całe pod gwiazdami.

Zanim jedna położymy się spać, Austriacy serwują pyszną, gorącą kolację. Wypijamy litry ziołowej, słodkiej herbatki. Czasem ktoś gra na gitarze, która od dawna stanowi wyposażenie schroniska Erzherzog-Johann-Huette. Niektórzy w ogóle nie kładą się spać. Wypatrują cudownego wschodu słońca, aby z pierwszymi prześwitami wyruszyć na szczyt.

Wspinaczka na Grossglockner (3798 m n.p.m.)
Pobudka ok 04.00, skromne śniadanie i start na szczyt – najpóźniej o 05.00. Nasza grupa jest wyjątkowo zaopiekowana: zgodnie z austriackimi przepisami 1 przewodnik zabiera na linę 3 osoby. Zespoły idą w idealnym porządku – jeden za drugim.


Pierwszym wyzwaniem jest podejście na Kleinglockner (3770 m n.p.m.). Kleinglockner został zdobyty w 1799 roku, podczas pierwszej wyprawy. Wejście nie jest trudne. Z Erzherzog-Johann-Huette to nieco ponad 300 m przewyższenia i praktycznie bez większych trudności. Konieczne są raki! Ze szczytu Kleinglockner opuszczamy się stromo w dół, do szczeliny, oddzielającej ten niższy wierzchołek od szczytu Grossglockner. To mała przełączka Obere Glocknerscharte (3766 m. n.p.m.). W kierunku pn – wschodnim opada z niej słynny żleb – Rynna Pallaviciniego. Gdy jest dużo zmrożonego śniegu, szczelina nie stwarza trudności. Problemy zaczynają się, gdy śnieg jest wytopiony, pokryty lodem lub rozpadający się. Z tego miejsca, gdy jest źle, niektórzy zawracają.


Kontynuujemy wejście na Grossglockner. Po przekroczeniu szczerby rozpoczyna się bardzo strome podejście. Wspinamy się, używając rąk. W miesiącach letnich skała jest odkryta, ale miejscami napotykamy na lód i płaty zmrożonego śniegu. Cały, skalny odcinek pokonujemy w rakach, co, ze względu na różnorodność podłoża, ułatwia ale i utrudnia wspinaczkę.

Szczyt Grossglockner (3798 m n.p.m.)
Na szczycie Grossglocknera jest mało miejsca i zwykle dużo ludzi. Każdy chce zrobić sobie zdjęcie pod krzyżem, ustawionym tu w 25 rocznicę ślubu Franciszka Józefa i Sisi. Trzeba zachować ostrożność.

Grossglockner – zejście ze szczytu


Zwykle już ok godz 09.00 pierwsi zdobywcy docierają do schroniska Erzherzog-Johann-Huette. Po krótkiej przerwie na „poprawkę ze śniadania” rozpoczynamy zejście tą samą trasą. Idzie to dość szybko – część szlaku można pokonać ślizgając się w dół na butach. Trekking jest przyjemny.

Już po zejściu z lodowca przemierzamy na wpół zamarznięte fragmenty szlaku – to czas, aby przyjrzeć się kwitnącym na tych wysokościach kwiatom. Oczy zachwyca jaskier lodnikowy (ranunculus glacialis).

Wycieczka do Kals am Grossglockner

Kals am Grossglockner jest maleńkie. Mało tu miejsca na świętowanie wejścia na Grossglockner, ale warto zatrzymać się na chwilkę i na koniec odwiedzić biuro przewodnickie Bergführer Kals. Każdy, kto zdobył szczyt otrzymuje pamiątkowy dyplom oraz zostaje wpisany do Księgi Zdobywców w Kals. Bardzo miła pamiątka.
Autor tekstu: Anna Piątek-Morawiec, zdjęcia: Anna Piątek-Morawiec i przewodnicy z Kals
Tekst oraz zdjęcia są naszą własnością i są chronione prawem autorskim. Nie wolno ich kopiować ani rozpowszechniać bez zgody autorki.